W analogowych wzmacniaczach stereo po wielu latach narażeni jesteśmy na pewnego rodzaju usterki i dyskomfort użytkowania. Są to trzeszczące czy przerywające przełączniki, zimne luty które mogą powodować wadliwe działanie, a nawet poważniejsze usterki oraz zużyte potencjometry, które oprócz wadliwego działania mogą wprowadzać spory szum.

Wszystkie te elementy można poddać porządnemu serwisowi i wzmacniacz będzie działał bez zarzutu.

Jest jednak grupa elementów, której do świetności przywrócić się nie da i konieczna jest wymiana na nowe, jeśli w ogóle marzymy by sprzęt vintage grał na dawnym poziomie. Są to kondensatory elektrolityczne. Elementy te nie psują się nagle, tylko wraz z upływem czasu i użytkowania tracą swoje parametry i powodują pogorszenie brzmienia i jego zmianę. Awaria jest dopiero przejawem skrajnego zużycia.

W mojej ocenie, nie ma możliwości, by w dniu dzisiejszym nabyć sprzęt vintage, obojętnie jakiej klasy, który grał by tak jak wiele lat temu, chyba że jakimś cudem znajdzie się faktyczny zapodziany tzw. leżak magazynowy. Nie da się też odnowić go tak, by grał dokładnie jak kiedyś. Po prostu, elementy użyte do jego budowy nie są od lat produkowane. W międzyczasie wprowadzono np. dyrektywę Rohs, która zredukowała używanie do ich produkcji materiałów szkodliwych czy metali ciężkich, które były w oryginalnych częściach stosowane. Tak więc nowe elementy są po prostu inne i brzmią inaczej, nawet gdy teoretycznie to te same serie.

Nie ma jednak problemu by zastąpić te części nowymi i przywrócić dobre brzmienie wzmacniacza, a tym samym zapewnić kolejne wiele lat poprawnej pracy i dobrego brzmienia. Problem w tym, że elementy trzeba bardzo pieczołowicie dobrać by brzmienie było naprawdę dobre lub przynajmniej poprawne.

 Większość tzw. re-capów jakimi "chwalą" się ludzie w sieci, jest po prostu słaba.  Metoda doboru nowych elementów tylko po ich pojemności i napięciu oraz kierowania się "audiofilskością" marki jest bez sensu. Wstawianie tych samych typów w każde miejsce układu jest bez sensu! Powiem wprost, że lepiej kupić wzmacniacz z oryginalnymi kondensatorami i będzie brzmiał w większości przypadków lepiej, mimo zmęczenia, niż taki w którym ktoś coś powymieniał przypadkowo czy ktoś napisał, że przeszedł tuning w jakiejś tam firmie, a jak się przyjrzeć, to po prostu wymieniono kilka kondensatorów kierując się właśnie takimi zasadami albo coś wycięto i niby to milowy skok.

Tak jak np. tutaj ktoś powstawiał gdzie się dało Nichicon Fine Gold (FG) czy tutaj gdzie ofereowany jest zestaw do re-capu mx-1000 w którym prawie wszystkie elementy to również Nichicon Fine Gold.

Ogólnie jest  mnóstwo podobnych przypadków gdzie wszystko co się dało, zastąpiono np. Elną Silmic II czy Nichiconem FG czy innymi z serii Muse. O ile w poszczególnych miejscach układu, mogą to być dobre wybory, to nigdy wstawienie tych samych typów wszędzie, nie da dobrych rezultatów, nawet gdybyście wszędzie na bogato wstawili Audio Note Kaisei.

Kiedyś producenci też nie wstawiali wszystkiego jak leci. W zależności od klasy sprzętu były to elementy przynajmniej w miarę dobrane. W oryginalnej A-1000, różnych serii kondensatorów elektrolitycznych jest 8. Część produkcji Nichicona, część Matsushity. Po co by to robili?

W zdecydowanej większości przypadków raczej nie warto przepłacać za taką niby odnowę, bo można być niemal na 100% pewnym, że brzmi to przeciętnie lub nawet źle. Jeśli będziecie chcieli zrobić to na poważnie, to i tak te elementy, przynajmniej w większości będą do wymiany. Łatwo się wtedy zrazić do starych sprzętów i uwierzyć w nowoczesny marketing.

Zresztą w tych "super" odnowach praktycznie nikt nie zadał sobie trudu i nie poniósł kosztów związanych z wymianą głównych kondensatorów zasilacza, co w rzetelnym re-capie jest po prostu podstawą.

Moje opracowanie to opracowanie pełne i całościowe. Każdy kondensator elektrolityczny jest nowy i każdy został dobrany przez niemal 4 lata pracy pasjonackiej i słuchania muzyki na co dzień, tak by naprawdę tam pasował, a brzmienie było spójne i całościowe.

W trakcie wprowadzania ulepszonych układów zasilania i innych ulepszeń, dokonywałem wielu korekt, tak by wszystko jak najlepiej do siebie pasowało i dawało najlepszą jakość brzmienia. Cześć z nich dla poprawienia jakości została zastąpiona wysokiej klasy kondensatorami foliowymi. Również wiele kondensatorów foliowych została zastąpiona lepszymi ich wersjami i stała się integralną częścią tego opracowania.

Korzystam tylko i wyłącznie z oryginalnych elementów produkowanych seryjnie i dostępnych w światowych sieciach dystrybucji. Wybrałem części produkcji Evox Rifa (dziś część Kemet), BHC Aerovox (dziś część Kemet), Panasonic, Nichicon, Kemet, Illinois Capacitors (dzisiaj część Cornel Dubilier) oraz Wima.

Na potrzeby modyfikacji dla użytkowników modelu A-700, którzy nie chcieli poświęcać większych środków na remont wzmacniacza za 600-700 zł, opracowałem częściową wymianę kondensatorów, jednak wraz z zastosowaniem uproszczonego układu stabilizacji napięcia i źródłami prądowymi, co daje wg ich opinii naprawdę dobre rezultaty, choć wiadomo, że nie można traktować tego jako pełny remont i pełną modyfikację.

Opracowanie jest jednak takie, że w przyszłości można spokojnie je rozszerzyć. Tylko kilka elementów z konieczności dopasowania brzmienia musi pójść na "straty".

 

Na zakończenie chciał bym powiedzieć, że sam pełny re-cap czyli wymiana zmęczonych kondensatorów elektrolitycznych nie jest upgradem. Przywraca raczej dawną świetność wzmacniacza, choć z całą pewnością nie zagra identycznie jak kiedyś oryginalna Yamaha A-1000 czy A-700 (dotyczy to także innych wzmacniaczy vintage). Jest poprawa, bo elementy nowoczesne potrafią być po prostu trochę lepsze i zostały bardziej pieczołowicie dobrane a ich wybór jest większy. Bardzo dużo wnosi zastosowanie kondensatorów foliowych w miejsce elektrolitów i jest to skok jakościowy, dobrze słyszalny, natomiast stale poruszamy się w danej klasie wzmacniacza. Jeśli jednak porównamy to ze starym oryginałem przed re-capem to poprawa jest ogromna.